poniedziałek, 18 lipca 2016

AC DC

Chyba każdy z nas w dzieciństwie oglądał/czytał Superman'a, Batmana, Spider-man'a i tak dalej. Przyznać się, kto chciał być niczym bohaterowie z filmów, komiksów i kreskówek ? Zapewne niewiele kobiet mogłoby się podpisać pod tym, że marzyły by zostać herosami. (Przyznaję się bez bicia,że należę do tej mniejszości i nie mam zamiaru się wstydzić. ) 
A co z kobietami grającymi typowe ofiary losu, trzęsącymi się ze strachu i dającymi porwać ? Na nie także zwracałam uwagę, ale jednak trochę...inaczej. Uważałam, że są ładne, zwracałam dużą uwagę na ich wygląd, a zachowanie wydawało mi się urocze choć na dłuższą metę irytujące. Po skończonej przygodzie, gdy dama została uratowana zagłębiałam się w marzeniach, że to ja ją ratuje i to mi rzuca się na szyję. Jako dziecko nie zdawałam sobie sprawy z tego, że jest to inne. Zawsze wolałam być księciem, rycerzem, superbohaterem niż damą w opałach. Gdy moje koleżanki zaczęły się zakochiwać, a ja nie, tłumaczyłam sobie, że nie znalazłam nikogo odpowiedniego. Nie miałam jeszcze skończonych jedenastu lat, a już pojawiła się moja miłość (wspominałam o niej w poprzedniej notce, nazwałam ją muzą). Fascynowałam się nią bardzo, ale nawet wtedy nie dopuszczałam do swojej świadomości, że mogłam się zakochać. Uświadomiłam sobie to kilka miesięcy później, gdy nie chciała opuścić mojej głowy pomimo ostrych starań. Wtedy zaczął się problem, przynajmniej dla mnie. ,,Co jest ze mną nie tak?''- to pytanie dręczyło mnie naprawdę długo. Wiedziałam,że mama nie lubi takich osób i zaczęłam się nienawidzić. 
Gdy ktoś zadawał pytanie: ,,Kto Ci się podoba?'' spuszczałam głowę i cichutko odpowiadałam ,,nikt''. Chciałam wtedy zniknąć i już nie słuchać takich pytań, ale niestety się nie dało. Płakałam nocami przez długi czas, aż w końcu pojawiła się pustka. Nie płakałam, nie byłam nawet smutna...ja zwyczajnie czułam jakbym już umarła. Nocami wpatrywałam się w gwiazdy i rysowałam te rysunki, które skrywały największą tajemnicę. Gdyby ktoś je wtedy przejrzał zrozumiałby od razu, ale nikt ich nawet nie dotknął. Dniami chodziłam do szkoły, uczyłam się i sprawiałam pozory. Było tak, aż do pierwszej gimnazjum, w którym wylądowałam wraz ze swoją pierwszą miłością. Na początku bardzo się cieszyłam i to było moje światełko w tunelu. Niestety szybko zorientowałam się, że pójście do innej szkoły nie sprawi, iż ona się we mnie zakocha. Robiłam wszystko by się jej przypodobać, ale ona najwyraźniej nie czuła tego co ja. Po prostu była dla mnie bardzo miła, a ja źle to odebrałam. Byłam załamana i zaczęłam się okaleczać, szukać ,,miłości'' u innej. Zamiast tego zyskałam same problemy. 
Gdy miałam czternaście lat spodobał mi się pierwszy chłopiec. Dwa lata starszy, robiący z siebie pajaca chłopak, który w jakiś sposób sprawił, że moje serce szybciej zabiło. To był naprawdę wielki moment w moim życiu, później zostaliśmy parą. Na krótko, ale jednak. Czy mimo to moja pierwsza miłość zniknęła ? Ależ skąd. Nadal siedziała mi w głowie i nie chciała odejść. Ile bym chłopców nie miała ona nie chciała odejść. Tego samego roku wyjechała, ale w mojej głowie pozostała (na zawsze). 
W wieku piętnastu lat zauroczyłam się w pierwszym chłopaku. To było coś więcej niż podobanie. Zostaliśmy parą na długi czas, ale pewne okoliczności sprawiły, że się rozstaliśmy. 
Później pojawił się jeszcze jeden mężczyzna, ale ona nadal nie odeszła.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz