Chyba każdy z nas w dzieciństwie oglądał/czytał Superman'a, Batmana, Spider-man'a i tak dalej. Przyznać się, kto chciał być niczym bohaterowie z filmów, komiksów i kreskówek ? Zapewne niewiele kobiet mogłoby się podpisać pod tym, że marzyły by zostać herosami. (Przyznaję się bez bicia,że należę do tej mniejszości i nie mam zamiaru się wstydzić. )
A co z kobietami grającymi typowe ofiary losu, trzęsącymi się ze strachu i dającymi porwać ? Na nie także zwracałam uwagę, ale jednak trochę...inaczej. Uważałam, że są ładne, zwracałam dużą uwagę na ich wygląd, a zachowanie wydawało mi się urocze choć na dłuższą metę irytujące. Po skończonej przygodzie, gdy dama została uratowana zagłębiałam się w marzeniach, że to ja ją ratuje i to mi rzuca się na szyję. Jako dziecko nie zdawałam sobie sprawy z tego, że jest to inne. Zawsze wolałam być księciem, rycerzem, superbohaterem niż damą w opałach. Gdy moje koleżanki zaczęły się zakochiwać, a ja nie, tłumaczyłam sobie, że nie znalazłam nikogo odpowiedniego. Nie miałam jeszcze skończonych jedenastu lat, a już pojawiła się moja miłość (wspominałam o niej w poprzedniej notce, nazwałam ją muzą). Fascynowałam się nią bardzo, ale nawet wtedy nie dopuszczałam do swojej świadomości, że mogłam się zakochać. Uświadomiłam sobie to kilka miesięcy później, gdy nie chciała opuścić mojej głowy pomimo ostrych starań. Wtedy zaczął się problem, przynajmniej dla mnie. ,,Co jest ze mną nie tak?''- to pytanie dręczyło mnie naprawdę długo. Wiedziałam,że mama nie lubi takich osób i zaczęłam się nienawidzić.
Gdy ktoś zadawał pytanie: ,,Kto Ci się podoba?'' spuszczałam głowę i cichutko odpowiadałam ,,nikt''. Chciałam wtedy zniknąć i już nie słuchać takich pytań, ale niestety się nie dało. Płakałam nocami przez długi czas, aż w końcu pojawiła się pustka. Nie płakałam, nie byłam nawet smutna...ja zwyczajnie czułam jakbym już umarła. Nocami wpatrywałam się w gwiazdy i rysowałam te rysunki, które skrywały największą tajemnicę. Gdyby ktoś je wtedy przejrzał zrozumiałby od razu, ale nikt ich nawet nie dotknął. Dniami chodziłam do szkoły, uczyłam się i sprawiałam pozory. Było tak, aż do pierwszej gimnazjum, w którym wylądowałam wraz ze swoją pierwszą miłością. Na początku bardzo się cieszyłam i to było moje światełko w tunelu. Niestety szybko zorientowałam się, że pójście do innej szkoły nie sprawi, iż ona się we mnie zakocha. Robiłam wszystko by się jej przypodobać, ale ona najwyraźniej nie czuła tego co ja. Po prostu była dla mnie bardzo miła, a ja źle to odebrałam. Byłam załamana i zaczęłam się okaleczać, szukać ,,miłości'' u innej. Zamiast tego zyskałam same problemy.
Gdy miałam czternaście lat spodobał mi się pierwszy chłopiec. Dwa lata starszy, robiący z siebie pajaca chłopak, który w jakiś sposób sprawił, że moje serce szybciej zabiło. To był naprawdę wielki moment w moim życiu, później zostaliśmy parą. Na krótko, ale jednak. Czy mimo to moja pierwsza miłość zniknęła ? Ależ skąd. Nadal siedziała mi w głowie i nie chciała odejść. Ile bym chłopców nie miała ona nie chciała odejść. Tego samego roku wyjechała, ale w mojej głowie pozostała (na zawsze).
W wieku piętnastu lat zauroczyłam się w pierwszym chłopaku. To było coś więcej niż podobanie. Zostaliśmy parą na długi czas, ale pewne okoliczności sprawiły, że się rozstaliśmy.
Później pojawił się jeszcze jeden mężczyzna, ale ona nadal nie odeszła.
poniedziałek, 18 lipca 2016
czwartek, 14 lipca 2016
MASZ PIĘKNĄ DUSZĘ I DUPĘ,MAM CIĘ ZA SZTUKĘ I SZTUKĘ
Gdy zaczynałam moją przygodę z rysowaniem zdawało mi się, że moje rysunki są mdłe, słabe, nudne. Chciałam by były owiane tajemnicą, grozą i seksem. Byłam osobą, która nie miała swojej muzy, ale przyznam, że długo nie musiałam czekać by ją znaleźć. Pojawiła się, gdy miałam jedenaście lat i fascynowała mnie od samego początku. Jej wygląd robił na mnie wrażenie, ale charakter okazał się jeszcze piękniejszy. Była (i nadal pozostaje) moją największą inspiracją. Minęło sporo lat, a mimo to nie znalazłam lepszej (i szukać nie mam zamiaru).
Rysunki, które są nią inspirowane wzbudzają największe zainteresowanie. (Nie, wcale nie jest to naga kobieta, a przynajmniej nie tylko.) Rysuję naprawdę zróżnicowanie, ale nie pozwalam sobie by jeden z czynników wymienionych na początku przeważył resztę. Aktualnie pracuję nad najważniejszym (i pierwszym takim) projektem. Chcę by to co stworzę w jakiś sposób zostało zapamiętane i zawierało sporą cząstkę mnie.
Za każdym razem, gdy rysuję zostawiam kawał siebie w pracy. To co tworzę lepiej obserwować niż patrzeć. Patrząc nie dostrzega się tego co najważniejsze, obserwując można wejść do mojej głowy i zrozumieć moje intencje.
(Myślę, że niedługo coś wstawię ;) )
Rysunki, które są nią inspirowane wzbudzają największe zainteresowanie. (Nie, wcale nie jest to naga kobieta, a przynajmniej nie tylko.) Rysuję naprawdę zróżnicowanie, ale nie pozwalam sobie by jeden z czynników wymienionych na początku przeważył resztę. Aktualnie pracuję nad najważniejszym (i pierwszym takim) projektem. Chcę by to co stworzę w jakiś sposób zostało zapamiętane i zawierało sporą cząstkę mnie.
Za każdym razem, gdy rysuję zostawiam kawał siebie w pracy. To co tworzę lepiej obserwować niż patrzeć. Patrząc nie dostrzega się tego co najważniejsze, obserwując można wejść do mojej głowy i zrozumieć moje intencje.
(Myślę, że niedługo coś wstawię ;) )
niedziela, 10 lipca 2016
ARTYSTA NIE TAKI STRASZNY, GDY... MALUJE
https://www.youtube.com/watch?v=qKggnBh2Mdw
Od dziecka uwielbiałam rysować, malować, tworzyć... Kochałam robić to co inni uważali za fajne tylko przez pierwsze lata podstawówki. Gdy pytano mnie kim chcę być w przyszłości odpowiadałam ,,artystą'', nauczyciele łapali się za głowę i mówili ,,przecież z tego nie wyżyjesz''. Tylko, że wtedy o tym nie myślałam i nie zwracałam uwagi na to czy kogoś interesuje co tworzę. W moim krótkim życiu poznałam paru artystów (fb, ask, a nawet miejsca publiczne) i przyznaję szczerze, że mieli na mnie spory wpływ. Inspiracji szukałam wszędzie gdzie się da i tak trafiłam do magicznego świata anime. Moim pierwszym świadomym anime było ,,Kuroshitsuji'', które do dziś zostaje moim ulubionym. I co z tego, że Sebastian jest zbyt idealny, początki nudzą a Ciel zachowuje się jak rozpuszczony bachor ? To wszystko sprawiło, że się zakochałam i odkochać nie mam zamiaru. Przez pierwsze miesiące rysowałam tylko postacie z anime i odkryłam, że wcale nie idzie mi tak kiepsko. Później postanowiłam iść dalej. Znalezienie własnego stylu zajęło mi dużo czasu, a jeszcze więcej zajęło mi doskonalenie kreski (która nadal może być lepsza i do tego dążę). Kosmici, noże, oczy, mózgi i wykrzywione postacie ? Czemu nie ? Moja praca nie musi podobać się całemu światu, wystarczy, że jakiś ,,dziwny'',poniżany dzieciak znajdzie te prace i pomyśli ,,kurde, istniał ktoś taki jak ja''. Nie ma nic piękniejszego na świecie niż ,,namieszanie'' w życiu drugiego człowieka.
Moi ulubieni artyści to Junji Ito, Uno Moralez, Zdzisław Beksiński i Vincent van Gogh. To właśnie oni mieli największy wpływ na moje życie i to dzięki nim zrozumiałam co chcę robić w życiu.
Vincent Van Gogh
Uno Moralez
Junji Ito
Zdzisław Beksiński
Od dziecka uwielbiałam rysować, malować, tworzyć... Kochałam robić to co inni uważali za fajne tylko przez pierwsze lata podstawówki. Gdy pytano mnie kim chcę być w przyszłości odpowiadałam ,,artystą'', nauczyciele łapali się za głowę i mówili ,,przecież z tego nie wyżyjesz''. Tylko, że wtedy o tym nie myślałam i nie zwracałam uwagi na to czy kogoś interesuje co tworzę. W moim krótkim życiu poznałam paru artystów (fb, ask, a nawet miejsca publiczne) i przyznaję szczerze, że mieli na mnie spory wpływ. Inspiracji szukałam wszędzie gdzie się da i tak trafiłam do magicznego świata anime. Moim pierwszym świadomym anime było ,,Kuroshitsuji'', które do dziś zostaje moim ulubionym. I co z tego, że Sebastian jest zbyt idealny, początki nudzą a Ciel zachowuje się jak rozpuszczony bachor ? To wszystko sprawiło, że się zakochałam i odkochać nie mam zamiaru. Przez pierwsze miesiące rysowałam tylko postacie z anime i odkryłam, że wcale nie idzie mi tak kiepsko. Później postanowiłam iść dalej. Znalezienie własnego stylu zajęło mi dużo czasu, a jeszcze więcej zajęło mi doskonalenie kreski (która nadal może być lepsza i do tego dążę). Kosmici, noże, oczy, mózgi i wykrzywione postacie ? Czemu nie ? Moja praca nie musi podobać się całemu światu, wystarczy, że jakiś ,,dziwny'',poniżany dzieciak znajdzie te prace i pomyśli ,,kurde, istniał ktoś taki jak ja''. Nie ma nic piękniejszego na świecie niż ,,namieszanie'' w życiu drugiego człowieka.
Moi ulubieni artyści to Junji Ito, Uno Moralez, Zdzisław Beksiński i Vincent van Gogh. To właśnie oni mieli największy wpływ na moje życie i to dzięki nim zrozumiałam co chcę robić w życiu.
Vincent Van GoghUno Moralez
Junji Ito
Zdzisław Beksiński
Subskrybuj:
Posty (Atom)


